Spacery socjalizacyjne Trójmiasto – doświadczenie ze stada, nie z teorii
- PrzystanekAlaska.pl

- 15 godzin temu
- 3 minut(y) czytania
Jazda zaprzęgiem to praca zespołowa. To efekt relacji, kontaktu i współpracy. I to nie tylko pomiędzy maszerem a stadem, ale przede wszystkim pomiędzy samymi psami. Bo żeby zaprzęg działał, psy muszą się ze sobą dogadywać.
Nie jakoś idealnie. Nie jak najlepsi przyjaciele. Po prostu na tyle, żeby móc razem funkcjonować i pracować.

Psy w parach biegną obok siebie przez kilometry. Jeśli między nimi jest napięcie, to przestaje to działać. Jeśli jest konflikt, zaprzęg się rozsypuje. A jeśli jest spokój — nawet taki zwykły, neutralny — wszystko zaczyna mieć sens i płynność. I to właśnie daje im możliwość robienia tego, do czego zostały stworzone, czyli biegania.
Podobnie jest poza zaprzęgiem. W przyczepie transportowej psy mają odpoczywać, regenerować się przed lub po treningu. Nie kłócić się, nie nakręcać i nie wyzywać przez kraty, bo wtedy zamiast odpoczynku mamy ciągłe napięcie.
I teraz najważniejsze — psy nie muszą się kochać. Nie muszą się bawić razem, nie muszą być najlepszymi kumplami, nie muszą sobie nucić kołysanek ani umawiać się na wspólne oglądanie Psiego Patrolu. Wystarczy, że się nie kłócą, nie mają spin i nie dochodzi do rękoczynów. Zęboczynów.
Bo prawda jest taka, że nie wszystkie psy będą się lubić. Zawsze znajdą się jakieś animozje, jakieś indywidualne „nie pasuje mi i już”. Każdy z nas to zna — spotykasz kogoś i od razu wiesz, że to nie jest Twoja osoba. I nic tego nie zmieni. U psów działa to dokładnie tak samo.
I tutaj zaczyna się rola opiekuna. Trzeba to zauważyć, rozpoznać, zrozumieć, co jest realnym problemem, a co tylko popisywaniem się i struganiem pawiana. To naprawdę nie jest to samo. Do tego dochodzi jeszcze jedno — relacje się zmieniają. Psy dorastają, starzeją się, zmieniają się hormonalnie, zbierają doświadczenia. To, co działało kiedyś, nie musi działać dziś.
Przy naszej pracy maszerskiej to zajmowanie się psimi HR-ami to ogromna część roboty. Robimy to od ponad 30 lat i widzimy bardzo wyraźnie, że dokładnie te same mechanizmy działają u psów, które żyją w mieście.
Pies widzi innego psa i nagle pojawia się napięcie, szczekanie, ciągnięcie albo wycofanie. I bardzo często próbuje się to rozwiązać przez kontakt — „niech się poznają”, „niech się powąchają”, „niech się pobawią”. A to zazwyczaj w ogóle nie jest rozwiązanie problemu.
Bo problemem nie jest brak kontaktu. Problemem jest brak umiejętności bycia obok.
I dokładnie dlatego robimy spacery socjalizacyjne. Spacery socjalizacyjne Trójmiasto to dla nas naturalne przedłużenie pracy ze stadem. Przenosimy to, co działa w zaprzęgach, do świata psów, które nie pracują, ale na co dzień funkcjonują wśród innych psów i często kompletnie nie wiedzą, jak sobie z tym poradzić.
Na takim spacerze psy nie muszą się lubić. Nie muszą się witać ani bawić. Idą razem, każdy w swojej przestrzeni, w ruchu, który pomaga im się regulować. I uczą się czegoś dużo ważniejszego niż kontakt — uczą się spokoju.
I nagle okazuje się, że można iść obok innego psa i nic się nie dzieje. Można go minąć i nie wybuchnąć. Można po prostu być.
To jest dokładnie to, co widzimy od lat w zaprzęgach.
Dlatego jeśli zastanawiacie się, czy spacer socjalizacyjny Trójmiasto ma sens — to tak. Ma, bo nie uczymy psów kochać wszystkich. Uczymy je funkcjonować obok innych bez napięcia.
Efektem naszego doświadczenia są spacery socjalizacyjne, gdzie Wasze psy mogą spędzić czas z innymi, przekonać się, że wspólny ruch jest fajny i odczulić się na obecność innych psów.
👉 Najbliższy spacer:https://www.navidog.pl/spacery
Mamy jeszcze wolne miejsca 🙂



Komentarze